Halo! Słucham! Łączę z Panem prezesem Polkomtel S.A. Władysławem Bartoszewiczem. 24 lata sieci GSM w Polsce. Kilka słów Naczelnego

Mijają 24 lata od momentu pierwszego dzwonka telefonu komórkowego GSM w 1996 r. Pierwsi operatorzy rozpoczęli sprzedaż z nadziejami na rozwój, choć tak naprawdę bez świadomości, w którą stronę rozwinie się telekomunikacyjny rynek. Co z dzisiejszego punktu widzenia ciekawe – w październiku 1996 roku potencjalni klienci byli sceptyczni względem telefonii cyfrowej, gdzie powszechna interpretacja była prosta: transmisja cyfrowa, to bity, a jak sygnał do telefonu nie dotrze, bo przecież tak naprawdę zasięg jest symboliczny, to z komunikacji nici. Lepiej więc używać analogowego Centertela, bo zaszumi, zatrzeszczy, pokrzyczysz, ale się dogadasz. Pamiętam moment, kiedy w Jeleniej Górze wybudowano pierwszą stację sieci Plus GSM. Istnieje do dziś. A jej kodowy numer, to BT33217. Mało tego, stała się swoistą perełką, ponieważ wyposażono ją do wszystkich możliwych pasm LTE. Sieć Era dotarła do Jeleniej Góry ze sprzedażą usług przed Plusem. Gorzej było z pokazaniem klientowi, że telefon zadzwoni, bo… jak powiada porzekadło: „nie miał prawa”. Era nie miała bowiem w Jeleniej Górze żadnej stacji. Pamiętam moment, kiedy Kolega nabył kultową wtedy Nokię 6110. Mieniła się w oczach, kusiła i… była droga. Mówiło się, że… Nokia, to Nokia. I było w tym coś! Pierwsze kroki, stawiane z telefonią cyfrową, podobnie jak u innych były dla mnie sceptyczne. No przecież w standardzie cyfrowym ciężko będzie się porozumieć. Tym bardziej, że wcześniej miałem doświadczenia z Nokią 440, pracującą w usłudze NMT450i. Zresztą, szczytem marzeń w tamtym segmencie była inna Nokia – Nokia 720. Przewoźna, „na sznureczku” i z prezencją. A ta telefonia cyfrowa… no nic pewnego. SMSów nikt nie znał, później jak się pojawiły, to o raportowaniu nikt nie słyszał. W kolejnym kroku raportowanie było możliwe, jeśli przed treścią SMSa wpisało się odpowiedni kod. Telefony wyglądały różnie, ale król był jeden – Nokia. Potem były słuchawki Ericssona, do którego z czasem dołączyła Motorola z kultową serią D i „skrzydełkami”. Klienci operatorów dla własnego operatora byli w stanie dać się pokroić, a dyskusje na liście dyskusyjnej pl.misc.telefonia.gsm, o której dziś już mało kto wie (a wciąż działa) wydawały się nie mieć końca. Bardziej wnikliwi próbowali ulepszać swoje słuchawki. I tak z czasem nadeszła aplikacja Logomanager, która umożliwiała uruchomienie Netmonitora w telefonach Nokia, a potem modyfikowanie listy dzwonków i oprogramowania firmware. A ile kosztowały smartfony? Co z mobilnym internetem? Transmisją Bluetooth? A może Wi-Fi?
No… o takich „wynalazkach nikt nie słyszał. Przyszły z czasem. Bluetooth jeszcze z modelami standardowymi, a internet i Wi-Fi – takie „prawdziwe” ze smartfonami. Ogromnym zaskoczeniem dla klientów były terminale bez anteny. No, jak można korzystać z telefonu bez anteny na zewnątrz? Przecież nie złapie zasięgu – wiele razy słychać było takie zdania, a przed zakupem był wielki strach. Strach został rozwiany najpierw przez model Hagenuk Duet, sprzedawany w Plusie,

a potem Nokię 3200. Dalej już poszło żwawiej. A potem… potem przyszły smartfony, dla tzw. dłubaczy był FTD Fieldtest w Nokiach i nie tylko, a modele powstawały, jak przysłowiowe grzyby po deszczu. W międzyczasie pojawiły się oferty na kartę, dedykowane oferty internetowe i… roaming międzynarodowy, o którym na starcie usług nikt nie myślał, bo ceny usług krajowych były nie z tego świata. Mówiło się, że Plus buduje zasięg wzdłuż dróg, Era w miastach, co było niekoniecznie zgodne ze stanem faktycznym. Stronę hobbystyczną, dedykowaną zasięgowi Ery prowadził Jurek Bosowski, zaś stronę poświęconą rozwojowi zasięgu Plusa – Paweł Werbliński (jeśli to przeczyta – proszę o kontakt). Centertel dołączył do dwóch liderów później, najpierw z pasmem DCS i zasięgiem w ośmiu miastach, potem – z pełnym wachlarzem pasm. Konkurencja rosła w siłę, choć pojawiały się marketingowe hasła w postaci: „Plus GSM, to Plus”, „Niebo nade mną – Plus GSM ze mną”, które teoretycznie nie niosły za sobą nic, a praktycznie dodawały wiatru w żagle klientom, które kochały Plusa za rozwój zasięgu, sprzętowe nowinki i indywidualne podejście do klienta w ramach reklamacji. Era miała za to 5 darmowych sekund. Wtedy to był ogromny skarb. Naliczanie było minutowe, cena w granicach 3 złotych za minutę, więc wykonywało się czasami kilkanaście połączeń i pilnowało owych 5 sekund, żeby porozmawiać za darmo. Plusiarze (bo tak nazywało się klientów Plusa), pewnie z zazdrości nazywali klientów Ery – „erowcami pięciosekundowcami”. Pięć sekund jednak – jak się pojawiło – tak zostało zabrane. Od wtedy w Erze zaczęło panować powiedzenie, że Era daje, ale w najmniej spodziewanym momencie zabierze. Warto wspomnieć przy okazji o wielkim hicie w postaci pojawienia się Heyah w Erze oraz oferty Sami-Swoi w Plusie, gdzie można było nawet „ustrzelić” ładny numer. Kultowym telefonem w usłudze stał się Sagem RC725. W drodze, która liczy dziś sobie 24 lata było wiele przeróżnych ciekawych rzeczy, zdarzeń, sprzętów i usług. Dziś Era jest T-Mobile, a Plus GSM został Plusem w rękach grupy Zygmunta Solorza. Era kojarzy się dziś z Networks! a Plus z Cyfrowym Polsatem. Salony sprzedaży nie są już tymi samymi, co były, pracowników pionów technicznych i radiowych jest nieporównywalnie mniej, jak było, ale pozostali wśród tych grup jeszcze ci, co zaczynali z Erą i Plus GSM. Życzę powodzenia i doczekania emerytury ze swoimi podmiotami, choć powstały z komórek podstawowych przeróżne hybrydy ze spółkami podrzędnymi włącznie.
Co było jeszcze?
Można pisać, pisać i pisać. Klientów Plusa, Ery i dawnej Idei oraz Centertela zapraszamy do dyskusji pod materiałem oraz na naszym forum. Zapewne dowiemy się wielu rzeczy, które pozostały w pamięci i które pamięta się na całe lata. Na koniec, już wracając do tytułu tego materiału wspomnę tylko tę chwilę, kiedy walcząc o zasięg z miejscowości X skontaktowałem się drogą mailową z Panem Prezesem Władysławem Bartoszewiczem. Szczerze, nie liczyłem na wiele, a wręcz na nic. Tymczasem, trzymając telefon na parapecie pod oknem (tylko tam był zasięg) usłyszałem dzwonek. Odebrałem. W słuchawce usłyszałem zaś: „tu kancelaria Prezesa Plus GSM Władysława Bartoszewicza – łączę rozmowę”. Ta rozmowa trwała kilka minut, potem spotkaliśmy się w biurze regionu we Wrocławiu. Nikt stamtąd nie przypuszczał, że Pan Prezes dotrze. Śmiali się potem, że pytał, kto to jest ten Pan Kaczorowski? Może pytał, a może nie, ale było uprzejmie, miło, wino z degustacji smakowało, a koncert Zbigniewa Preisnera nie do zapomnienia. Potem już powstało tylko kilka kolejnych stacji Plusa w Jeleniej Górze. Czy dziś podobna sytuacja względem przeciętnego klienta sieci miałaby miejsce? – no nie wiem…
Acha… i dziękuję Panu Łukaszowi A. z działu reklamacji Polkomtel S.A. za wieloletnią współpracę, podobnie jak Panu Adamowi i Pani Elżbiecie z biura prasowego Plusa. Dziękuję kolejnym Prezesom do dziś za podtrzymywanie kontaktów, regionowi w Poznaniu, że był zasadniczo cierpliwy w wysłuchiwaniu uwag. Dziękuję całej grupie ludzi Polkomtela, którzy są zawsze otwarci do wymiany zdań, a wiele razy na informacyjne wsparcie. Historycznej Erze (wtedy już T-Mobile) dziękuję za przejazdy wozem pomiarowym, za odwiedziny Zarządu w Jeleniej Górze, Panu Milanowi Zika za przesympatyczne rozmowy i sentyment do Karkonoszy. Dziękuję Panu Miroslavowi Rakowskiemu za kontakt oraz obecnemu Zarządowi T-Mobile, PR i wielu innym osobom za jego podtrzymywanie. W obecnym już Orange, a w byłym Centertelu, a potem Idei – w szczególny sposób dziękuję Panu Maciejowi Wituckiemu, byłemu Prezesowi Spółki za zrozumienie wielu spraw i kontakty. Dziękuję również Panu Jackowi Kalinowskiemu za przemiłe rozmowy i korespondencje, głównie związane z reklamacjami. Oczywiście, dziękuję także obecnym przedstawicielom Spółki, z którymi zawsze jest kontakt.
Jeśli w podziękowaniach kogoś pominąłem, to tylko przez niepamięć. Wiek robi swoje 😉 Proszę każdego, z kim miałem kontakt pośród operatorów, żeby czuł moją za te kontakty wdzięczność.
Żeby zakończyć z humorem, wtedy i dziś – wciąż są osoby, które dałyby się za operatora przysłowiowo pociąć, które do dziś powtarzają, że to już nie jest ten Plus, ale ja go k… kocham, które wciąż pamiętają 5 sekund połączenia w Erze i hasło reklamowe, że „nieważne są Idee – ważny jest zasięg” i które do dziś dysponują arsenałem jak niżej:

oczywiście według stanu modeli bieżących, choć w szafce niejednego klienta znajdziemy również te sentymentalne modele. I proszę… nie pytajcie dlaczego tak jest? – tego się nie da wyjaśnić, bo w telefonii komórkowej jest to „coś” i zapewne będzie jeszcze przez długie lata

źródło: informacja własna

Dzisiejszy felieton rozpoczyna cykl materiałów, które będziemy przez chwilę publikować w związku z ostatnią rocznicą przed-jubileuszową, związaną ze startem usług telefonii komórkowej w standardzie cyfrowym w Polsce. W tym miejscu pragnę podziękować również komuś spoza grupy operatorskiej. Chciałbym w szczególny sposób podziękować za współpracę i wiele rozmów i za pomocą maila i nie tylko – Pani Annie Streżyńskiej. Swoją pracowitością, upartością, zawziętością i konsekwencją zbudowała kawał telefonii komórkowej i telekomunikacyjnego rynku, które dziś widzimy. Serdecznie pozdrawiam!

Materiał powiązany:
Idea Cemtertel, Orange i… dziś

2 komentarze

  1. Z marką Heyah mam zabawne wspomnienia. Dobrze pamiętam start usługi, jak i dni przed jej startem, gdy działała już początkowo tajemnicza kampania reklamowa, która przeszła do historii polskiego marketingu. Start usługi był szokiem dla rynku i to zarówno dla klientów, jak i konkurencji. Ówczesny rzecznik prasowy Idei (obecnie Orange) stwierdził nawet, że to „usługa dla blokersów i dresiarzy”. „oferta skierowana do klientów bazarowych”. Mimo upływu lat śmieszy mnie to do dzisiaj. A w kolejkach przed punktami sprzedaży Heyah ustawiały się kolejki złożone nie tylko ze wspomnianych „blokersów”, ale i studentów.

    • Lada moment najciekawsze pozycje, które z historii wymieni T-Mobile. Ciekawe, co operator doda o Heyah?

Comments are closed.